26 czerwca 2017
...

GDY EMOCJE JUŻ OPADNĄ… CZYLI SZUSZ TRIATHLON NA CHŁODNO

SŁOWEM WSTĘPU…

Na początku powiem, że choć wynik końcowy jest wręcz ZDUMIEWAJĄCY, dzieliły mnie sekundy od połamania magicznej granicy 4h na 1/2 IM, to przygotowania nie były wcale tak różowe… niecały rok temu zostałem bowiem bez roweru, gdy mój Kross Vento został skradziony podczas zawodów w Katowicach, od tamtego czasu 80% treningów wykonywałem na „rowerze” ze zdjęcia poniżej … pozostałe 15% to trening na zamałej szosie siostry, z której korzystałem, gdy była brzydka pogoda (zazwyczaj deszcz) bo wtedy go nie używała pozostałe 5% to jazda na zawodach na pożyczonych rowerach + tydzień użytkowania wysokiej klasy sprzętu jakim jest niewątpliwie rower czasowy BASSO.

Piszę o tym, bo dobry kolega i były wyczynowy triathlonista Piotr Hydzik przekonał mnie, że warto o tym wspomnieć, mówił że jestem jego bohaterem Jak widzicie sami nawet czołowi zawodnicy w kraju nie mają lekko

 

START…

Pierwszy etap, to oczywiście pływanie, ciągle moja pięta achillesowa… ciężko jest tu o znaczny progres, gdy za dzieciaka nie spędziło się setek godzin w basenie. Wychodzę z wody na bodajże 82 pozycji z 8 minutową stratą do Filipa Przymusińskiego i zawodnika z Ukrainy, ale… ale po wyjściu dostrzegam duży pozytyw, tego dnia pływanie bardzo mało mnie kosztowało, wychodzę niezmęczony, noga na wybiegu rwie się do przodu aż miło

Na dobiegu do boksu słyszę głos Konrada Zduna „40 sekund do Formeli” czyli V-ce Mistrza Europy w duathlonie, nie wiele myśląc ruszam w pogoń ….

Pierwsze 10km trasy kolarskiej jadę piekielnie mocno, tuż ponad progiem beztlenowym, czyli z taką intensywnością z jaką powinienem jechać sprint maksymalnie olimpijkę… chciałem za wszelką cenę go złapać, uczepić się na przepisowych 10 metrach i wytrzymać do końca tego etapu… nie doganiam go… w głowie pojawia się myśl, ale musi „kręcić” ale jest mocny jednak jak się później okazuje miał problem w boksie i po pływaniu zakończył zawody, a ja goniłem zawodnika widmo

Dogoniłem zaś innego bardzo mocnego kolarza Jakuba Rucińskiego (tego dnia 3 czas roweru) siadam więc mu na 10 metrze i „spokojnie” kręcę swoje, tętno wraca do optymalnych wartości, jedziemy równym mocnym tempem, bo zawodnik przede mną dysponuje pomiarem mocy. Uzyskuję tego dnia 2 czas roweru, średnia prędkość to 41km/h NOT BAD!!! 

 

 

 

 

CORAZ BLIŻEJ…

Schodzę na bieg na 9 pozycji, a więc bardzo solidnie… zaczynam swoją koronną konkurencję, zegarek na pierwszej 7km pętli wskazuje tempo 3.25-3.28/km!!!, chwilowe prędkości dochodzą do 3.15/km… FUCK!!! popsuł się myślę, to nie możliwe, że tak szybko. Druga pętla to walka ze skurczami, na jednym podbiegu przemieszczam się dosłownie tyłem, to pomaga i po kilku minutach wracam do swojego rytmu, nie jestem co prawda już w stanie wykonać pełnego wahadła, pięta nie idzie do pośladka, powłóczę nogami w prędkościach 3.45/km… próby przyspieszania kończą się skurczem. Cały półmaraton pokonuję w 1.14h!!!… zegarek na pierwszej pętli jednak musiał pokazywać dobre wartości

Na trasie biegowej mijam mocną krajową czołówkę z dystansu 1/2 IM: Ławickiego, Przymusińskiego, Najmowiczów, Tyczyńskiego itd. Kończę zmagania na 3 pozycji OPEN, sprawiając tego dnia małą niespodziankę.

 

PO STARCIE…

Po starcie kilka słów dla TVP dobry wywiad nie jest zły :p no i oczywiście obowiązkowo „koronacja”

Pozdrawiam

Autor: Jakub Woźniak